Komunikat

Jeżeli nie ukończyłeś 18 lat prosimy opuść stronę

Miłosław & Makłowicz ArcyIPA


Z tymi piwami sygnowanych nazwiskami słynnych ludzi wolę uważać. Kiedy Robert Makłowicz w jednym ze swoich filmów przedstawił swoje piwo Miłosław & Makłowicz ArcyIPA, do którego produkcji użył soczystych mandarynek z Chorwacji przez głowę przeszło mi kilka myśli. Sądziłem, że wymazałem to z głowy i mam z tym spokój. Oranżady z mandarynek nigdy nie lubiłem i nie przepadałem. Więc w połączeniu z piwem od razu wrzuciłem je do szufladki rodem z belgijskich.

Piwo z sokiem

Nie, ani w głowie mi było porównywać Miłosław & Makłowicz ArcyIPA do tych pseudo owocowych oranżad spod znaku 0,0%. Słynny krytyk stworzył z browarem Fortuna piwo, a że zamiast soku malinowego lub wiśniowego dolał do niego sok z mandarynek? Można wzruszyć ramionami i pójść dalej.

Do ręki wpada mi gazetka promocyjna jednego ze dyskontów, w którym robię zakupy. Co mnie podkusiło żeby kupić Miłosława & Makłowicza? Być może sentyment do Chorwacji i sympatia do autora tego dzieła. Wstawiłem do lodówki i kiedy naszła mnie ochota na piwo sięgnąłem po schłodzonego ArcyIPA.

Piwo mętne o mocnym pomarańczowym zabarwieniu, piana gęsta, śnieżnobiała. Czuć wyraźny zapach mandarynek, który nasila się po łyku, pozostawiając po sobie lekką goryczkę, z zaskakującym finiszem. Choć producent sugeruje, że to IPA, mi końcówka zdecydowanie bliższa jest piwom pszenicznym. Smak i zapach mandarynki gdzieś ulatuje i pozostaje ten przyjemny fermentujący finisz. I tak z każdym łykiem.

Przyznam, że Miłosław & Makłowicz ArcyIPA to bardzo pozytywne zaskoczenie. Myślę, że doskonale sprawdzi się jako orzeźwiające piwo w letnie ciepłe wieczory.
___
Ocena: nieklasyfikowane

Brak komentarzy: